Szczerze mówiąc, to ogólny problem
Mówisz sobie, że będziesz bardziej zainteresowana seksem, kiedy:
- Skończy się ten projekt w pracy
- Dzieci będą starsze
- Wreszcie się wyleczysz
- Wrócisz do siłowni
A potem ten moment nigdy nie przychodzi. Nie dlatego, że coś jest z tobą nie tak. Po prostu gdy libido spada, a czasu brakuje, sprawa fizycznej przyjemności schodzi na koniec listy. Wtedy orgazm, który kiedyś przychodzył naturalnie, wymaga teraz zaplanowania, czasu i energii mentalnej, której zwyczajnie nie masz.
Zdarzało mi się słyszeć od klientek, że czują się jak zwodzą partnera, którzy chcą bliskości. Albo że siebie zwodzą, bo „powinna być zainteresowana, skoro kocham tę osobę". Żaden z tych scenariuszy nie zmienia faktu: przy niskim libido i stresie orgazm staje się trudny, a czas do niego wydłużony.
Co tak naprawdę się dzieje w twoim ciele
Za spadek libido stoi kilka rzeczy. Głównie: hormony, zmęczenie i dysocjacja umysłowa. Gdy jesteś psychicznie gdzie indziej, rozproszenia na pracy lub obawach domowych, twój system nerwowy siedzi w trybie walki. To nie jest idealne środowisko do stanu relaksacji potrzebnego do orgazmu.
Przychodzi do tego fizyka. Gdy stres utrzymuje się na wysokim poziomie, adrenalina i kortyzol blokują napływ krwi do narządów rozrodczych. Znaczy, że naturalna lubrykcja spada, czułość zmienia się, a ścieżka do orgazmu robi się dłuższa. Dodaj do tego fakt, że masz może 15 minut zamiast 45, i widzisz problem: frustracja buduje się szybciej niż przyjemność.
Dlaczego tradycyjne podejście tu nie gra
Jeśli czekasz aż „będziesz gotowa
